Pogromca lichwiarzy
Czerwiec 1937 roku, Lisków. Tłum ludzi zgromadzony przed budynkiem „Kasy Stefczyka”. Otwarcie wystawy „Kultura i praca wsi w Liskowie”. Fot. NAC/Koncern Ilustrowany Kurier Codzienny - Archiwum Ilustracji/Sygnatura: 1-G-2393-17

Tę postać kojarzą chyba w Polsce wszyscy – za sprawą nazwy i symbolu jednej z instytucji finansowych. Gdyby jednak zapytać Polaków o Franciszka Stefczyka i jego dokonania, raczej nie uzyskalibyśmy zbyt wielu trafnych odpowiedzi. A szkoda.

Urodził się 2 grudnia 1861 r. w Krakowie. Jego rodzice wywodzili się z małopolskiego chłopstwa, ale ojciec uzyskał wykształcenie i pracował jako sekretarz Rady Powiatowej w Krakowie. Franciszek Stefczyk uczęszczał do krakowskiego Gimnazjum św. Anny. Jego szkolnym kolegą był późniejszy znany historyk Feliks Koneczny – obaj z kilkoma innymi kolegami powołali „spisek patriotyczny”. Chłopcy nabywali edukacyjne czasopisma przeznaczone dla ludności wiejskiej i podczas pieszych wypraw rozdawali je w podkrakowskich wsiach.

Na ratunek ubogim chłopom

Po maturze i studiach historycznych na UJ, zakończonych rozprawą doktorską, rozpoczął w 1884 r. pracę w Krajowej Średniej Szkole Rolniczej w podkrakowskim Czernichowie. Wkrótce zaangażował się w działalność tamtejszego kółka rolniczego. Była to inicjatywa ułatwiająca ubogim chłopom gospodarowanie: omijała pośredników w handlu zbożem i innymi produktami rolnymi, aby zrzeszeni więcej zarobili za swój wysiłek.

Zwrot w życiu Stefczyka nastąpił wiosną 1889 r. Członkowie czernichowskiego kółka narzekali na wyjątkowo ciężki przednówek. Jedynym rozwiązaniem wydawała im się sprzedaż zwierząt hodowlanych. Stefczyk widział w tym chwilowy ratunek za cenę długofalowego osłabienia gospodarstw. Rolnicy uświadomili jednak naiwnemu działaczowi, jak bardzo są zależni od procederu lichwy, która oferuje kapitał obrotowy za cenę odsetek niepozwalających na poprawę chłopskiej doli. Zamiast się zadłużać, woleli sprzedać stada zwierząt.



28-latek postanowił wtedy przeszczepić na polski grunt spółdzielczość oszczędnościowo-kredytową według modelu stworzonego w Niemczech przez Friedricha Wilhelma Raiffeisena. Istniały już w Galicji spółdzielnie finansowe, ale niedostosowane do możliwości ubogich chłopów. Raiffeisen wymyślił model korzystny dla drobnych rolników.

Jego główne cechy to niewielki zasięg terytorialny spółdzielni (wieś lub parafia); symboliczna wysokość udziałów członkowskich (dzięki czemu do spółdzielni mogli przystępować nawet ludzie ubodzy); dogodne zasady oszczędzania (wpłaty nawet bardzo niskie i w dowolnym momencie); kredyt długoterminowy i dostosowany do rytmu gospodarki rolnej; nieograniczona odpowiedzialność członków za operacje finansowe (bazowanie na silnej nieformalnej kontroli społecznej i wzajemnym zaufaniu, co skutkowało niskim odsetkiem kredytów niespłacanych).

Decyzje podejmowane demokratycznie

Latem 1889 r. Stefczyk pojechał do centrali „raiffeisenek” w Westfalii, żeby zobaczyć, jak to działa w praktyce. Już w początkach 1890 r. z jego inicjatywy utworzono w Czernichowie pierwszą w Polsce spółdzielnię według modelu Raiffeisena – „Spółkę oszczędności i pożyczek”. „Spółka” w nazwie jest myląca – tak nazywano wówczas spółdzielnie. Ich członkowie mieli równy głos niezależnie od ilości i wielkości udziałów, a wszystkie decyzje podejmowano demokratycznie.

Do współpracy pozyskał Stefczyk m.in. miejscowego księdza-społecznika Edwarda Królikowskiego. Pozwoliło to przekonać miejscowych gospodarzy do nowej inicjatywy. „W ciągu niedzielnego popołudnia parafianie czernichowscy złożyli wkładek oszczędności około siedmiu tysięcy złotych reńskich” – wspominał Wincenty Badura, działacz ruchu spółdzielczego okresu międzywojennego. Na skarbonkach rozdawanych członkom umieszczono napis „Cnota oszczędności wiedzie do wolności”.

Spółdzielnia szybka okazała się rentowna oraz efektywna w udzielaniu kredytów. Stefczyk propagował więc tworzenie podobnych inicjatyw. W ciągu dekady powstało 26 kas oszczędnościowo-pożyczkowych tego typu. Chętnych było więcej, ale biedni galicyjscy chłopi nie mieli kapitału pożyczkowego. W 1899 r. Sejm Krajowy (parlament regionalny ziem zaboru) na apel Stefczyka powołał Biuro Krajowego Patronatu dla Spółek Oszczędności i Pożyczek z siedzibą we Lwowie, a wnioskodawcę uczyniono dyrektorem instytucji. Dzięki publicznej dotacji każda ze spółdzielni otrzymywała bezzwrotnie 400 koron kapitału obrotowego.

Ale nie tylko pieniądze miały znaczenie. Stefczyk wystosował do biskupów apel o pomoc w propagowaniu kas spółdzielczych. Zaowocowało to masowym zaangażowaniem księży – po kolejnej dekadzie zasiadali oni w zarządach lub radach nadzorczych 75 proc. „kas Stefczyka”.



Historyk Janusz Skodlarski w książce „Franciszek Stefczyk (1861-1924). Pionier spółdzielczości kredytowej w Polsce” stwierdza: „Z doktryny Raiffeisena […] przejął przede wszystkim chrześcijańskie aspekty programu gospodarczego. Z tych również zasad wywiódł Stefczyk koncepcję harmonii społecznej, głosząc niezmiennie postulat solidaryzmu we wszystkich możliwych jego przejawach”.

Kochaj bliźniego, jak siebie samego

Pionier spółdzielczości kredytowej na ziemiach polskich uważał, że odpowiedzią na trudne położenie drobnych wytwórców rolnych powinna być samopomoc. Ustrój własności prywatnej wymagał dopełnienia przez instytucje spółdzielcze, mające chronić mniejszych i słabszych dzięki ich dobrowolnemu zrzeszaniu się. Pisał: „Obok spółdzielczości pozostaną niewątpliwie, jako czynnik równouprawniony, także i nadal kapitalistyczne formy organizacji pracy gospodarczej, ponieważ liczyć się trzeba z naturą ludzką, w której interes własny i miłość własna są i pozostaną silnym, a nawet cennym motorem pracy i twórczości. Ale nie mniej uprawnioną jest taka organizacja i praca, na których dnie tkwi przykazanie: »Kochaj bliźniego, jak siebie samego«”.

W latach 1902-1912 każdego roku powstawało od 70 do 160 nowych „kas Stefczyka”. Pod koniec 1913 r. istniało ich już ponad 1400, zrzeszając niemal 290 tys. osób. 90 proc. udziałowców stanowili drobni rolnicy. Wraz z rodzinami oznaczało to ponad milion osób czerpiących bezpośrednie korzyści ze spółdzielczości. Ekonomistka Zofia Daszyńska-Golińska oceniała w 1909 r., że ruch ten niemal wyeliminował zjawisko lichwy na wsi galicyjskiej.


To jednak nie wszystko. W ostatniej dekadzie XIX wieku rozpoczął organizowanie spółdzielczości handlowo-rolniczej oraz mleczarskiej, aby i w tych sferach chłopi omijali pośredników. W 1913 r. przy kółkach rolniczych funkcjonowało już niemal 500 sklepów spółdzielczych oraz 86 składów hurtowych. W podobnym okresie powstały 73 spółdzielnie mleczarskie, zrzeszające niemal 23 tys. członków. Aby cały ten ruch miał solidne zaplecze finansowe, z inicjatywy Stefczyka powołano w 1909 r. Centralną Kasę dla Spółek Rolniczych – kooperatywny bank.

Po wybuchu wojny lider tych inicjatyw opublikował apel o finansowe wsparcie Legionów. Sugerował, że każda spółdzielnia powinna przekazać odrodzonemu wojsku polskiemu przynajmniej 400 koron – była to taka kwota, jaką przed laty każda nowa kasa otrzymała jako dotację. Niemal 500 spółdzielni przekazało ponad 310 tys. koron – jak szacował Stefczyk na podstawie kosztów wyekwipowania żołnierzy, „wystawiły do boju za wolność i niepodległość Polski oddział z 2000 legionistów”.

W drodze na ołtarze?

Po odzyskaniu niepodległości objął w lutym 1919 r. stanowisko dyrektora Centralnej Kasy Spółek Rolniczych w Warszawie. Współtworzył też Państwowy Bank Rolny i został jego dyrektorem. 1 sierpnia 1919 r. otrzymał od premiera Ignacego Paderewskiego nominację na stanowisko wiceministra i prezesa Głównego Urzędu Ziemskiego. Przygotował wtedy koncepcję reformy rolnej – „Projekt ustawy w przedmiocie parcelacji większych posiadłości ziemskich”. Po upadku rządu Paderewskiego, w grudniu 1919 r. objął ponownie funkcję dyrektora Centralnej Kasy Spółek Rolniczych.



Dzięki jego staraniom powołano w 1919 r. Spółdzielczy Instytut Naukowy – Stefczyk został pierwszym prezesem jego zarządu. Placówka stanowiła zaplecze intelektualne i badawcze ruchu spółdzielczego. Działacz miał też wielki wpływ na kształt ustawy o spółdzielczości z 1920 r. Na jego wniosek utworzono Radę Spółdzielczą przy Ministerstwie Skarbu.

W 1924 r. doprowadził do zjednoczenia sześciu największych organizacji systemu Raiffeisena z terenu całej Polski. Powstało wówczas Zjednoczenie Związków Spółdzielni Rolniczych RP, zrzeszające niemal 2300 spółdzielni z ponad 600 tys. członków.

Tuż po tym sukcesie odnowiła się choroba trapiąca go od wielu lat. Długie tygodnie spędzał w szpitalu. Rada Wydziału Rolniczego UJ zdecydowała 30 czerwca 1924 r. o przyznaniu mu habilitacji z zakresu spółdzielczości. W tym samym dniu Franciszek Stefczyk zmarł w krakowskim szpitalu wskutek powikłań pooperacyjnych. Pochowano go na Cmentarzu Łyczakowskim we Lwowie i pośmiertnie odznaczono Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski.

Do końca II RP był duchowym ojcem tysięcy spółdzielców. Później PRL skazał go na zapomnienie, wyszydzając ten nurt spółdzielczości jako „drobnoburżuazyjny”. W 2011 r. z poparciem metropolity lwowskiego arcybiskupa Mieczysława Mokrzyckiego rozpoczęto starania o uznanie twórcy „Kas Stefczyka” błogosławionym. Nie wiadomo, jak zakończą się te starania. Wiemy natomiast, że odmienił na lepsze życie wielu tysięcy ludzi.

–Remigiusz Okraska, socjolog, publicysta, redaktor naczelny magazynu „Nowy Obywatel”

reklama
reklama
Polecamy

Biało-czerwoni... tylko w sercu

George Gajdzik (Jerzy Gaidzik), syn polskich emigrantów, specjalizował się w skokach z trampoliny. Zajął trzecie miejsce na podium na igrzyskach w 1908 roku stając się pierwszym przedstawicielem polskiej narodowości z olimpijskim krążkiem. W Londynie mógł spotkać występującą pod żółto-czarną flagą Austrii tenisistkę Felicję Pietrzykowską. Na igrzyskach 1920 w Antwerpii medal zdobył Józef Krzyczewski. Był członkiem drużyny USA, która wywalczyła brązowy medal w... przeciąganiu liny.