Muzea życia, pomniki zagłady
fot. pap

Jedni chcą pokazać nie tylko Zagładę, ale i bujność żydowskiego życia, zanim się ona dokonała. Drugim chodzi przede wszystkim o udokumentowanie Holocaustu, tam gdzie do niego doszło, by nie zapomnieć o nim w miejscach, w których dziś tętni polskie życie. Wokół tych dwóch osi pomysłodawcy i twórcy inicjatyw upamiętniających tysiącletnią historię Żydów na ziemiach polskich organizują swoje koncepcje od późnych lat 80. XX wieku.

Ambicje kompleksowego pokazania dziejów Żydów polskich miało Muzeum Polin i zrealizowało ją w olbrzymiej ekspozycji. To – w założeniu – miało być muzeum żydowskiego życia.

Niektórzy krytykują, że Polin zmieniło się w muzeum historii Polski z silnym uwzględnieniem kontekstu żydowskiego. Cóż, kiedy powstawało, nie było Muzeum Historii Polski (nie ma go zresztą do dziś), a żeby goście z zagranicy oraz część rodaków mniej zainteresowanych historią w ogóle mogli pojąć, jak układały się losy Żydów, musieli choć trochę poznać losy kraju, w którym ci przez wieki mieszkali.

Jednak nawet ta rozległa (historycznie i geograficznie) narracja, staje się emocjonalnie gęstsza, kiedy dochodzi do II wojny światowej. W moim przekonaniu najbardziej przejmującym kawałkiem ekspozycji jest galeria pokazująca getto warszawskie.

Teraz szykuje się osobna wystawa, w dawnym warszawskim szpitalu dziecięcym, która opowie o warszawskim getcie. Ale to nie jedyna w ostatnim czasie inicjatywa związana z upamiętnianiem historii Żydów polskich.

Leżajsk czeka na muzeum Elimelecha

„Odkryj kwintesencję spokojnego Podkarpacia i ciesz się wyjątkowym smakiem dwóch nowych wariantów piw…” – to slogan ściśle związany z Leżajskiem, znanym w Polsce z piwa. Jednak na świecie, o ile jest w ogóle ta miejscowoć jest znana, to dlatego, że w niej nauczał i zmarł w 1787 roku Elimelech Weissblum.

To rabin żydowski, słynny cadyk, uczeń Dow-Bera z Międzyrzecza oraz swego brata Zusji z Annopola. Mistyk, o którym krążyły legendy m.in. o tym, że uzdrawia, czyni cuda, rozmawia ze zwierzętami.

Jego ohel – rodzaj pawilonu nad grobem – znajduje się na cmentarzu żydowskim w Leżajsku. Co roku, 21 dnia miesiąca adar (szósty w żydowskim kalendarzu świeckim, a dwunasty w religijnym; przypada na luty-marzec w kalendarzu gregoriańskim), tysiące chasydów zjeżdża do tego miasteczka, by się na nim modlić. Pielgrzymi składają też kartki z prośbami do cadyka (tzw. kwitłech). Rocznie Leżajsk liczący 15 tys. mieszkańców odwiedza 100 tys. Żydów.

W 2016 roku zapowiedziano, że w Leżajsku powstanie Centrum Chasydyzmu. Miały stanąć dwa imponujące budynki (jeden już został wzniesiony, aczkolwiek jeszcze nie jest zupełnie gotowy). Inwestorem jest Fundacja Chasydów Leżajsk-Polska.

W tym budynku mają się znaleźć pokoje gościnne dla chasydów, którzy przez cały rok odwiedzają Leżajsk. Dla obsługi najliczniejszych wiosennych zjazdów ma powstać drugi gmach.

W Centrum znajduje się synagoga, pokoje gościnne, mykwa, kuchnia. Zapowiadano, że powstanie też muzeum tradycji chasydzkiej, a w centrum narracji historycznej – słynny Elimelech oraz leżajscy Żydzi.

Na razie o ekspozycji jest cicho. Nie mówią o niej nawet ludzie, którzy w Leżajsku z nią współpracują. Burmistrz miasta Ireneusz Stefański też nie jest na bieżąco. Jak przyznaje, nie wie dokładnie, co dzieje się w Centrum. Na opowiadanie żydowskiej historii Leżajska ma własny pomysł.

– Zależy nam, żeby judaica pojawiły się w Leżajsku. Widziałbym je w Muzeum Ziemi Leżajskiej. Muzeum ma trochę inną wizję, raczej traktuje historię Leżajska wielokulturowo. Dobrze byłoby, żeby znalazło się tu miejsce dla chasydów, a szczególnie dla Elimelecha – chasydów jest wielu, a Elimelech jeden i to właśnie z Leżajska – mówi burmistrz Leżajska Ireneusz Stefański.

Żydzi wciąż stoją w lubelskich bramach

W Lublinie, w gmachu dawnej uczelni talmudycznej (jesziwie), 7 grudnia otworzy się nowa placówka kulturalna związana z historią tamtejszych Żydów. W budynku, w którym dziś mieści się Hotel Ilan, znajduje się synagoga, a kilka sal przeznaczono na potrzeby muzealne.

Jak można było przeczytać w „Dzienniku Wschodnim”, inicjatywę wsparł hotel oraz Narodowe Centrum Kultury (kwotą 100 tys. zł). Ekspozycja ma się nie skupiać na II wojnie światowej i Zagładzie. Ma być jednocześnie muzeum i ośrodkiem edukacyjnym.

Głównym bohaterem wystawy jest rabin Meir Szapira, wybitny przywódca chasydzki, w latach 1922–1927 pierwszy ortodoksyjny poseł żydowski na Sejm II Rzeczypospolitej z Warszawy. Założył szkoły rabinacko-talmudystycznej Jeszywas Chachmej.

Lublin od lat upamiętnia swoich współobywateli zgładzonych w Holocauście. Wielką rolę w tym odgrywa Ośrodek Brama Grodzka-Teatr NN, samorządowa instytucja kultury, działająca na rzecz ochrony dziedzictwa kulturowego i edukacji.

  Brama Grodzka kiedyś łączyła dzielnicę chrześcijańską z żydowską. Od ponad 20 lat placówka kulturalna pod tą samą nazwą łączy pamięć o zamordowanych Żydach lubelskich ze współczesnymi, chrześcijańskimi mieszkańcami miasta.

W marcu, z inicjatywy Bramy Grodzkiej-Teatru NN (przy wsparciu Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego), zainaugurowano Szlak Pamięci Lubelskich Żydów, jako jeden z elementów projektu „Lublin. Pamięć Zagłady”. Ma on na celu zaznaczenie w przestrzeni Lublina miejsc związanych z Holocaustem, m.in. tego, w którym rozstrzelano setkę dzieci z sierocińca i ich opiekunki.

W Lublinie, w dawnym niemieckim obozie koncentracyjnym, działa też od kilku dekad Muzeum na Majdanku, ważne miejsce pamięci o Zagładzie.

Ślady czasu pogardy na Siennej

Nie tradycję, nie barwną, dawną historię, lecz czas okrucieństwa i Zagłady upamiętnią również wkrótce na warszawskiej Woli: Muzeum Getta, które powstanie w dawnym Szpitalu Dziecięcym Bersohnów i Baumanów oraz nowe zaaranżowanie fragmentów muru getta. Oba obiekty znajdują się na ulicy Siennej.

Jak zapowiadają władze warszawskiej Woli, mur zostanie odrestaurowany i podświetlony. „Mają pojawić się gabloty na czasowe ekspozycje, tablice informacyjne oraz elementy małej architektury” – informowali urzędnicy dzielnicy.

Koncepcje architektoniczne poznamy po zakończonym przetargu. Miejmy nadzieję, że projektanci wykażą się taktem, bowiem zapowiedzi, że w bliskości muru powstanie miejsce relaksowe, nieco niepokoją.

Prasa doniosła, że opuszczony Szpital Dziecięcy, w którym umieszczona zostanie ekspozycja dotycząca getta warszawskiego, znajduje się też w gestii samorządu. Budynek ma zostać wydzierżawiony na 30 lat na potrzeby ekspozycji. Powstanie ona we współpracy resortu kultury i Żydowskiego Instytutu Historycznego.

ŻIH od wielu lat zajmuje się popularyzacją bezcennego Podziemnego Archiwum Getta Warszawskiego (Archiwum Ringelbluma), zbioru zapisków, raportów, analiz, prac dziennikarskich i plastycznych, które dokumentowały losy Żydów polskich pod okupacją niemiecką. Niedawno w ŻIH otwarto ekspozycję stałą poświęconą grupie ludzi, którzy do ostatnich chwil istnienia getta, a (przeważnie) do kresu swego własnego życia, zbierali informacje, które miały zachować pamięć i powiedzieć światu prawdę o losie żydowskim podczas zorganizowanej przez Niemców Zagłady.

Wystawa „Czego nie mogliśmy wykrzyczeć światu” w niezwykle pięknej formie ukazuje przerażającą rzeczywistość czasu pogardy. W kontrowersyjny, ale całkowicie skuteczny i artystycznie uzasadniony sposób wydobywa autentyczne ślady Zagłady z samego budynku ŻIH (plamy z pożaru, który go trawił po wysadzeniu w powietrze Wielkiej Synagogi 16 maja 1943 roku). Wiele osób wcześniej mogło nie zwrócić uwagi na posadzkę w holu ŻIH. Teraz już muszą.

Jeśli w Muzeum Getta uda się uzyskać taką intensywność przekazu jak na wystawie, będzie to placówka, której żywot powinien trwać dłużej niż 30 lat dzierżawy budynku.

A więc: muzea życia, czy pomniki Zagłady? Jakie powinny być działania na rzecz pamięci o Żydach polskich? Na to pytanie za każdym razem muszą odpowiedzieć sobie twórcy muzeów. Potem pytać i odpowiadać będą odwiedzający.

Dla mnie jest jasne: ile razy oglądam skarby kultury i tradycji żydowskiej, za każdym razem mam poczucie straty, bo wiem, że ten świat zamordowano.

– Beata Modrzejewska

reklama
reklama
Polecamy

Lalka

Warszawa - rok 1878. Z zagranicy wraca Stanisław Wokulski, właściciel sklepu galanteryjnego, mieszczącego się przy krakowskim przedmieściu. Przywozi spory majątek, którego dorobił się na dostawach woskowych. Postanawia rozbudować sklep i dostać się na salony arystokracji. Zakochuje się w Izabeli Łęckiej, wywodzącej się ze świetnej lecz bardzo zubożałej rodziny arystokratycznej. Panna Izabela jest klientką w jego sklepie, ale traktuje Wokulskiego jak osobę z gorszego świata. Za niestosowne zachowanie wobec panny Izabeli, Wokulski zwalnia ulubieńca pań - subiekta Marczewskiego.