Nowa szansa w Rio
Rodzina Aldony Kozlowski (fot. archiwum rodzinne)

Moi bohaterowie, Polacy i polscy Żydzi ocaleni z łagrów, gett i obozów koncentracyjnych, często nie mieli nawet dokumentów i w Brazylii musieli zaczynać od zera. Kto wie, może to właśnie te ekstremalne doświadczenia, ale także ich pracowitość, motywacja, wykształcenie odebrane jeszcze w międzywojennej Polsce, sprawiały, że wszyscy ci ludzie potrafili odnaleźć się w nowym kraju, który dał im spore możliwości, by rozpocząć nowe życie – mówi Aleksandra Pluta, autorka książki „Droga do Rio” objętej patronatem TVP Historia.

Brazylia powszechnie kojarzona jest z karnawałem, sambą, pięknymi plażami. Rzadko wspomina się o niej w kontekście polskiej emigracji. Tymczasem w kraju tym mieszka spora, bo niemal trzymilionowa Polonia. Dlaczego Polacy wybierają Rio?

 – Polacy wybierają nie tylko Rio. Brazylia jest olbrzymim krajem, a liczne skupiska polonijne rozsiane są po wielu stanach kraju, głównie na południu: Paraná, Santa Catarina czy Rio Grande do Sul. Ale polskich imigrantów lub ich potomków można spotkać również w innych regionach kraju, w stanie Espírito Santo, São Paulo czy Goiás. Polacy przybywali do Brazylii w różnych okresach historycznych i w różnych okolicznościach. Pierwsze duże fale emigracyjne przypadły na II połowę XIX wieku. Fale polskiej emigracji do Brazylii są bardzo ciekawym i obszernym tematem, którym zajmuje się od lat wielu badaczy. Pracując nad książką „Droga do Rio” postanowiłam zawęzić moje badania pod względem czasowym i geograficznym. Skoncentrowałam się na grupie kilkunastu osób: polskich i żydowskich emigrantów przybyłych do Brazylii podczas lub tuż po zakończeniu II wojny światowej. Istotne było dla mnie to, by dotrzeć do ludzi, którzy „na własnej skórze” doświadczyli trudów emigracji, ponieważ dzięki temu mogli skonfrontować dwa światy: przedwojenną Polskę z krajem docelowym – Brazylią. Spotykając się z wieloma osobami, natrafiłam wielokrotnie również na historie, które lekko odbiegały od moich początkowych założeń dotyczących kryterium wyboru bohaterów. Jednym z takich wyjątków okazała się historia Aldony Kozlowski, urodzonej w Brazylii córki polskich imigrantów, która jako nastolatka wraz z rodziną wyjechała do PRL, ponieważ jego ojca zdołano przekonać, że będzie miał tam lepsze warunki bytowe niż w Brazylii. Jej historia doskonale obrazuje rozterki reemigranta.

Dodajmy, że Aldona Kozłowski nie była zachwycona życiem w PRL i że wróciła do Brazylii. Do niedawno to właśnie jej rodzinne miasto - Kurytyba uchodziła za stolicę brazylijskiej Polonii…

– To prawda, Kurytyba do dziś uznawana jest za kolebkę polskości w Brazylii. Do Kurytyby i pobliskich wiosek Polacy docierali już w drugiej połowie XIX wieku. Co więcej, ta fala emigracji miała zupełnie inny charakter, głównie rolniczy. W tym czasie do Brazylii wyruszali chłopi szukający ziemi. Ja jednak chciałam skupić się nie na Kurytybie i stanie Paraná, lecz na Rio de Janeiro. Na południu dziś można spotkać głównie potomków polskich imigrantów, mnie natomiast w szczególny sposób interesował temat doświadczenia emigracji w pierwszej osobie. Interesowały mnie tematy związane ze sferą psychologiczną i emocjonalną, które towarzyszą emigrantowi, człowiekowi przedzielonemu na pół, stojącemu w rozkroku, jedną nogą w Polsce, drugą w Brazylii. Jak wygląda problem tożsamości takiego człowieka, którego przeszłość jest związana z jednym krajem, a teraźniejszość z innym? Jak żyją na granicy dwóch krajów, dwóch języków, kultur, mentalności? Łączą przecież w sobie dwa różne światy, każdy z nich rządzący się własnymi regułami gry. Chciałam, by opowiedzieli mi o swoich przeżyciach w pierwszej osobie. Muszę przyznać, że przy pracy nad książką towarzyszyło mi poczucie pośpiechu. Przedstawiciele tego pokolenia niestety powoli odchodzą, dwóch spośród moich rozmówców już umarło. Czuję w sobie jakiś wewnętrzny nakaz, by zbierać te opowieści, ponieważ niedługo odejdą one w zapomnienie. A są przecież bardzo cennym świadectwem historii, które nie może tak po prostu zniknąć z dnia na dzień.

Po przyjeździe do Brazylii wszyscy wiedli bardzo pracowite życie. Urzekła mnie historia pana Władysława Dzięciołowskiego, który w dorosłe życie wchodził jako niewolnik w syberyjskim łagrze, a na emeryturę przechodził jako szanowany pracownik IBM. Przecież to oszałamiająca kariera! Co więcej, większość z Pani bohaterów jest ludźmi sukcesu.

 – Trzeba przyznać, że bohaterowie książki znakomicie dali sobie radę, potrafili odnaleźć się w nowej sytuacji. Ich losy są dla mnie świadectwem optymizmu, nadziei i wiary w to, że można dać sobie radę nawet w bardzo niesprzyjających okolicznościach. Wojenne losy bohaterów tej książki, przepełnione cierpieniem i utratą najbliższych, mogłyby usprawiedliwiać zgorzknienie ludzi, którzy przeżyli ten tragiczny czas. Lecz gdy słucha się opowieści bohaterów „Drogi do Rio”, można odnieść wrażenie, że podchodzą oni do życia z wielkim optymizmem i chęcią życia. Być może to właśnie konfrontacja z potwornymi doświadczeniami sprawiła, że zachowali oni niezwykłą pogodę ducha? Mimo że większość z nich przyjechała do Brazylii w przysłowiowej jednej koszuli albo z kilkoma dolarami w kieszeni, stosunkowo szybko udało im się zaadoptować w nowych warunkach, znaleźć pracę i stabilizację w kraju, który tak serdecznie ich przyjął i który dał im wiele możliwości, zarówno zawodowych, jak i osobistych. Pod tym względem wydaje mi się, że ta książka jest również bardzo aktualna dzisiaj, gdy tak wiele mówi się o kryzysie migracyjnym. Polscy emigranci zostali bowiem bardzo dobrze i serdecznie przyjęci przez Brazylijczyków.

Może właśnie dlatego są ludźmi sukcesu.

 – Bardzo możliwe. Moi bohaterowie, Polacy i polscy Żydzi ocaleni z łagrów, gett i obozów koncentracyjnych, często nie mieli nawet dokumentów i w Brazylii musieli zaczynać od zera. Kto wie, może to właśnie te ekstremalne doświadczenia, ale także ich pracowitość, motywacja, wykształcenie odebrane jeszcze w międzywojennej Polsce, sprawiały, że wszyscy ci ludzie potrafili odnaleźć się w nowym kraju, który dał im spore możliwości, by rozpocząć nowe życie. W tym znaczeniu można stwierdzić, ze są to przedstawiciele emigracji sukcesu. Warto przypomnieć, że wielu Polaków zapisało się na kartach brazylijskiej historii – zarówno w dziedzinie nauki, jak i kultury i sztuki. Wspomnę choćby o reżyserze i aktorze Zbigniewie Ziembińskim, urodzonym w 1908 roku w Wieliczce, który zasłynął jako twórca współczesnego teatru brazylijskiego. W „Drodze do Rio” znajdziemy również sylwetki naukowców, malarzy i malarek, poetów i pisarek, którzy zaistnieli w środowisku brazylijskim i cieszą się w nim dużym szacunkiem. Tomasz Łychowski, Alicja Sikorska-Glass, bracia Lepeccy, Liliana Syrkis czy Halina Grynberg to tylko kilka przykładów polskich emigrantów, których dokonania naukowe i artystyczne mogą być dla nas powodem do dumy.

Pewnie  dlatego, że nie traktują emigracji jako utraty, tylko jako nową szansę.

– To prawda. Należy jednak podkreślić, że Brazylia jest krajem niezwykle tolerancyjnym i serdecznym. Europejczycy są tam bardzo dobrze postrzegani. To również dzięki temu wielu z bohaterów książki odnalazło w Brazylii miejsce, w którym mogli w pewien sposób narodzić się na nowo.

Rozmawiała: Małgorzata Borkowska